Takie tam wymieciny z durnej głowy jędzowatej.
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Kategorie: Wszystkie | Zapiski miotły
RSS
wtorek, 01 listopada 2016
Dyniowo
Jestem, jestem, ale tak jakoś... jakby czasu było mało. No, ale obrobić trzydziestokilogramową dynię w jeden dzień się nie da. Tydzień ledwo wystarczył. Było tak:
-pierożki z dynią (pychota)
- mus dyniowo-jabłkowy do owsianki, placków i innych naleśników
  (dietetyczny, też smaczny)
- dżem dyniowy z pomarańczą i rodzynkami (genialny)
- ketchup z dyni (fantastyczny, będę robić co roku)
- zupa dyniowa z gruszką i gałką muszkatołową (jak na zupę, niezła)
- halołynowy placek dyniowy (mniam mniam, nie sposób się oprzeć)
Jeszcze resztówka czeka na gulasz z dyni z soczewicą. A do pojadania micha pestek. 

Całe życie myślałam, że nie lubię dyni. Dopiero teraz odkryłam, że ją uwielbiam. 
13:20, babajaga7911
Link Komentarze (3) »
sobota, 15 października 2016
Czekolada
Pożarłam wczoraj tabliczkę czekolady. Ni cholery nie rozumiem, jak do tego doszło. No bo tak:
Jem zdrowo? Jem!
Trzymam dietę? Jak najbardziej!
Wyrzekam się słodyczy? A jak!
No dobra, kupiłam czekoladę, ale, broń boże, nie w celach konsumpcyjnych! W czysto praktycznych, zarobkowych. Ciasto będę piekła za kasę, a w przepisie jest ta czekolada z nadzieniem karmelowym, mus był się zaopatrzyć. I do tego ta promocja biedronkowa... 
Kupiłam, ulokowałam w lodówce, Potomkowi zapowiedziałam, że to nie służy do jedzenia i git.
Wieczorem taka mnie nagła ochota naszła, żeby do lodówki na chwilkę tylko zerknąć. I nie wiem jak to się stało, ale poczułam silny wewnętrzny przymus spróbowania, czy ta czekolada się do ciasta pieczonego, jakby nie było, za kasę, nadaje. Jedna mała kosteczka, ciastu nie ubędzie, a będę miała pewność, że nikogo nie otruję (zwłaszcza zarobkowo trucie nie uchodzi). 
I spróbowałam. Kosteczkę. I naprawdę nie wiem, czemu potem ten papierek, w którym cała tabliczka mieszkała, był pusty. No nie mam pojęcia. 
11:21, babajaga7911
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 października 2016
Drożdżówka

Dwudziesty pierwszy wiek. Duże miasto. W dużym mieście duże centrum handlowe. W dużym centrum handlowym stoisko rozwiniętej sieci piekarniczej. I co? I nie można kupić drożdżówki, jak się nie ma gotówki! Kartą się nie da! No cholera...

14:55, babajaga7911
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 października 2016
Cholera, ale tu pajęczyn!
Jak ja nie znoszę sprzątania! A juz pajęczyn to szczególnie. No, chyba, że w lesie, ale tylko wtedy, kiedy grzybów jest tyle, że mózg nie nadąża i nie docierają do niego pajęczynowe impulsy.

No dobra, mietłą obmietę i potem zobaczę, co się z tego wyłoni. Może się tu rozgoszczę na nowo? Chyba mam na to ochotę. Ktoś tam gdzieś tam coś tam napisał takiego, że mi klapka we łbie durnym jakaś przeskoczyła i zachciało się życia blogowego od nowa zażywać. Kurde... nie, zażywa się tabaki. Nie lubię. Albo leki. Nie cierpię. No dobra, blogowania będę używać. I wychodzi na to, że mi kolejna używka przybędzie. Ale co tam, przyjemności nigdy dosyć. Używki
akurat lubię.
10:34, babajaga7911
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 marca 2015
Kurde, jak ja nie lubię wymyślać tytułów
Znalazłam dziś blog znajomej. Dalekiej znajomej. Bardzo bliskiej znajomej. Poznałyśmy się w sierpniu zeszłego roku, na wakacjach w krzaczorach. Potem ona i jej siostra, bo obie tworzą jedną całość, były raz u mnie, raz spotkałyśmy się u koleżanki. Tyle. A ja tęsknię. Rzadko osoby nowo poznane są mi tak bliskie, jakbyśmy się znały od lat. A tym razem tak właśnie było. Jest. Brakuje mi Lusi, brakuje Miry (ona przynajmniej telefonicznie jest osiągalna, bo do Lusi nie mogę się dodzwonić. Albo nikt nie odbiera, albo odbiera Mira, bo Lusia jest daleko, albo śpi, albo chora i śpi. 
A dziś, całkiem przypadkiem, natknęłam się na blog Lusi. Zaczęła go pisać w marcu zeszłego roku, kiedy rozpoczęła realizację swoich marzeń o agroturystyce. Pensjonat się buduje, w czerwcu rusza pełną parą, a blog? Tak, jak się zaczął, tak i skończył. Rok temu. A początki były bardzo obiecujące. Ja chcę jeszcze! Ja się domagam! 

No i własnie tak bardzo się domagając, tak bardzo protestując i oburzając się, przypomniałam sobie o tym, jak traktuję swoją chatkę blogową. I kolejne postanowienie: będę tu częściej zaglądać. Mam czas. Emerytura, wdowieństwo, remonty pokończone. 
11:01, babajaga7911
Link Komentarze (4) »
piątek, 02 stycznia 2015
Końców i początków ciąg dalszy
Wreszcie udało się sfinalizować sprzedaż dziadkowej chałupy. Syn Już Nie Pasożyt dzięki temu (i pokaźnemu kredytowi) na własnym osiadł pozwalając mi gotować w połowę mniejszych garach, a ja i Już Nie Kurdupel możemy wyremontować sobie kuchnię. W zasadzie to stworzyć ja od nowa. 
A notariusz ma bardzo wygodny fotel, o. 
(No co? Musiałam wypróbować.)


22:54, babajaga7911
Link Komentarze (2) »
czwartek, 01 stycznia 2015
To był zajebisty rok
Tak, mimo wszystko zajebisty. Coś się skończyło, ale za to ile się zaczęło! Jestem nowym człowiekiem, żyję nowym życiem. Nie zabrakło w nim miejsca dla wszystkiego, co w poprzednim życiu było dobre, ale to, co złe, zostało za zatrzaśniętymi drzwiami. No i miejsce się zwolniło na duuużo dobrego. 

Witaj Nowy Roku!

20:58, babajaga7911
Link Komentarze (3) »
sobota, 16 sierpnia 2014
ZMIANA PLANÓW
Znaczy nie zmiana, ino poślizg. W sensie że wstecz, nie do przodu. To może przedślizg? Stolicę nawiedzimy w poniedziałek, zaznamy luksusu pięciogwiazdkowego do wtorku i dalejże na Wawel :)

18:22, babajaga7911
Link Komentarze (3) »
piątek, 15 sierpnia 2014
OD NAMIOTA DO MARRIOTTA
No dobrze, nie mieszkaliśmy w namiocie, tylko domku, ale i tak większość czasu spędzaliśmy pod namiotem. W sensie, że większość wieczorów, bo dni pod gołym niebem. Znaczy skąpo odzianym. Zachmurzonym czyli. Z rzadka. Nieistotne.

Namiot był nie nasz, czyli cudzy, ale przyjazny bardzo. Znaczy miał zajebiste właścicielki. Już dla samego ich poznania warto było w krzaczory jechać. Mam nadzieję, że uda się tę znajomość utrzymać. Na maj jesteśmy zaproszeni do jednej z nich, do budującego się właśnie pensjonatu. 

Ale nie o tym chciałam. Namiot już wyjaśniłam, a teraz pora na Marriotta. Dziecię własne moje, com go sobie wychowała (no dobrze, jestem w trakcie i niekoniecznie dobrze mi idzie, ale się nie poddaję), umyśliło sobie nocleg w pięciogwiazdkowym przybytku. A że myślenie nie jest mi obce, na swój własny użytek umyśliłam sobie wizytowanie stolicy. Do tego jakoś nam się przypałętała myśl o Krakowie. No. I plan wycieczki gotowy.

Jak wszystko się po naszemu umyślaniu ułoży, we wtorek lądujemy w warszawskim Marriotcie, żeby w środę wyruszyć na podbój Krakowa. 

A ze Skępego taka sobie fotka:


15:07, babajaga7911
Link Komentarze (2) »
sobota, 02 sierpnia 2014
KI DIABEŁ?
Jakieś trzy prania temu włożyłam do pralki, razem z brudami i proszkiem, dwie absorbetki. W sumie nie dziwota, zawsze wkładam dwie. Tyle, że potem wyjęłam jedną. Drugiej szukałam w pralce, w nogawkach, kieszeniach, rękawach, ale bezskutecznie. W końcu musiałam pogodzić się z myślą, że pralka perfidnie ją pożarła na amen. 

Potem było kolejne pranie i kolejne. Wkładałam po dwie chusteczki, wyjmowałam parami. Aż do dziś. Dziś wyjęłam trzy. Ki diabeł?

14:55, babajaga7911
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 72